Prawo Pechstein jak prawo Bosmana?

Zdyskwalifikowana za doping łyżwiarka Claudia Pechstein może ubiegać się o odszkodowanie od Międzynarodowej Unii Łyżwiarskiej (ISU) przed sądami powszechnymi. Przedmiotową decyzję w tej sprawie podjął 15 stycznia br. Sąd Krajowy w Monachium. Choć sprawa dotyczy zimowej dyscypliny sportowej, to jednak konsekwencje z niej wynikające mogą mieć znaczenie także dla prawa piłki nożnej i interesów zawodowych piłkarzy.

W 2009 roku była mistrzyni świata i medalistka igrzysk olimpijskich Pechstein została zawieszona na dwa lata za stosowanie dopingu przez ISU. Kontrowersje w tej sprawie wywołuje jednak fakt, iż w organizmie Niemki nie wykryto zakazanych środków. Jaki więc był powód ukarania utytułowanej zawodniczki? Miała zawyżony poziom retykulocytów we krwi. To wystarczyło międzynarodowej federacji by ją ukarać, mimo iż lekarze oraz sama panczenistka przekonywali, że jest to wrodzona anomalia - dziedziczona po ojcu Pechstein. Zawodniczka straciła kontrakty sponsorskie, musiała wszystko zaczynać od nowa. Postanowiła jednak walczyć o sprawiedliwość i zaskarżyła ISU przed Sądem Krajowym w Monachium o odszkodowanie (prawie 4,5 mln euro).

Choć wyrok w sprawie Pechstein jeszcze nie zapadł - dopiero otwarta zostaje furtka do procesu – to sprawa ma już poniekąd charakter historyczny. Oto sportowiec będzie walczył ze związkiem, któremu podlega – a spierał się będzie poza systemem instytucji prawa sportowego. Na przekór przekonaniu sportowych federacji, które stoją od lat na stanowisku, że spory zawodnika ze związkiem powinny być rozstrzygane jedynie na płaszczyźnie sportowego porządku prawnego, mającego charakter wewnętrzny. Pechstein uznała jednak, że jako obywatelka ma prawo domagać się sprawiedliwego rozstrzygnięcia na drodze sądowej. Sąd w Monachium przyznał jej rację – zajmie się sprawą przeciwko ISU. Jak to się ma w kontekście wyroków szwajcarskiego Trybunału Arbitrażowego (CAS)? Tym bardziej, że CAS uprawomocnił decyzję ISU dotyczącą zawieszenia niemieckiej panczenistki. Czy tym samym inni sportowcy, wzorem Pechstein, również będą mogli szukać sprawiedliwości w sądach cywilnych, pozywając światowe federacje, w tym także organizacje piłkarskie?

Międzynarodowa Unia Łyżwiarska ma teraz czas na to by odwołać się od wyroku do niemieckiego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego (BGH). Jeśli Trybunał Konstytucyjny stanie po stronie Pechstein i uzna jej wniosek za zasadny, to rozpocznie się proces, w efekcie którego zawodniczka będzie mogła uzyskać odszkodowanie. Co istotne, ISU musiałoby wówczas udowodnić stosowanie dopingu przez Niemkę.

Niemiecki sąd krajowy uznał, że międzynarodowe federacje sportowe w stosunku do sportowców nadużywają pozycji monopolisty. Zawodnik nie ma wyjścia – w przypadku sporu musi przystać na taki arbitraż, jaki proponują związki sportowe. Inaczej grozi mu wykluczenie z zawodów.

Jak zauważa sąd niemiecki, jest to sprzeczne z niemieckim prawem antymonopolowym.

Sąd w Monachium nie zakwestionował meritum wyroku, lecz umocowanie CAS do jego wydania. Sąd nie podjął bowiem jeszcze żadnej decyzji w kwestii merytorycznej, czy Pechstein stosowała doping. Zdyskwalifikowana przez federacją łyżwiarską Niemka musiała przyjąć ścieżkę zaproponowaną przez ISU i  mogła odwołać się tylko do CAS – a tę wyłączną drogę arbitrażową sąd monachijski uznał za niezgodną z niemieckim porządkiem prawnym.

W efekcie działań Pechstein może się niedługo okazać, iż sądy sportowe nie będą mogły już samodzielnie decydować o losach sportowców. Wyrok sądu w Monachium jeszcze niczego nie przesądza, ale otwiera spore możliwości. Sportowcy, w tym piłkarze, a nawet kluby, być może nie będą w pełni uzależnieni tylko od CAS. Zawodnicy będą mogli decydować czy ich sprawy powinny iść do sądu sportowego czy cywilnego. Zatem choć sprawa Pechstein dotyczy stricte kwestii dopingowych, to może mieć także szersze konsekwencje dla świata sportu.

Jeśli Federalny Trybunał Konstytucyjny podtrzyma rozstrzygnięcie sądu w Monachium przyznające możliwość dochodzenia odszkodowania przez łyżwiarkę wobec ISU na drodze cywilnej, to może mieć to dalekosiężne skutki. W przyszłości w innych sprawach spornych sportowcy czy kluby mogliby wówczas kwestionować narzucane im klauzule arbitrażowe i odwoływać się do sądów powszechnych. Jak mieliby to uzasadniać? Tak jak zrobił to sąd w przypadku Pechstein – przekonując, że ścieżka, jaką przygotowała międzynarodowa federacja jest niezgodna z powszechnie obowiązującymi przepisami w kraju macierzystym sportowca. Można byłoby się bowiem powoływać zawsze na to, że klauzula arbitrażowa umocowująca CAS to w gruncie rzeczy nadużycie pozycji monopolistycznej.

 

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry